Barania Góra i Skrzyczne jednego dnia!

Barania Góra i Skrzyczne jednego dnia
 Zastanawiacie się jak potoczyły się nasze losy po poznaniu się na Błatniej? Umówiliśmy się na randkę! Gdzie? Oczywiście w górach!
Na punkt startowy swojej wycieczki wybraliśmy Węgierską Górkę, do której dojechaliśmy pociągiem z Katowic.
Będąc w Węgierskiej Górce warto przyglądnąć się bliżej fortom, które zostały wybudowane tutaj na potrzeby polskiego wojska w 1939 r. Planowana liczba tego typu budowli miała w tym miejscu sięgnąć liczby 16, jednak ze względu na wybuch II wojny światowej wzniesiono ich tylko 5. W fortach znajdowały się ciężkie karabiny maszynowe oraz armaty. Węgierska Górka z tego względu była ważnym punktem walk podczas kampanii wrześniowej.
Na nasz pierwszy cel- Baranią Górę (1220 m n.p.m.), z tej miejscowości prowadzą dwa szlaki: czerwony i zielony. Ze względu na to, że pierwszym już kiedyś Maciek wędrował wybieramy druga opcję. Szlak zielony nie należy do najpiękniejszych w Beskidach. Jest zarośnięty, ścieżka nie jest wydeptana, co świadczy o tym, że zbyt wielu turystów tutaj nie spotkamy. Po ponad godzinie marszu dochodzimy do końca zielonego szlaku i rozpoczynamy szukanie czarnych oznakowań, co niestety nie należało do najłatwiejszych. Jak się domyśliliśmy wcześniej, mimo że jest ciepła sobota, ludzi na szlaku nie spotkaliśmy;) Wskazówka dla innych- w tym miejscu trzeba wybrać drogę asfaltową i podążać nią do góry, a dopiero po jakimś czasie ujrzymy czarny szlak.


Początkowo nowy szlak nie różni się niczym od poprzedniego, ale po kilkudziesięciu minutach pojawiają się widoki typowe dla Baraniej Góry, a więc kompletnie nie zalesione górskie szczyty. Na szczycie Baraniej Góry robimy sobie dłuższą przerwę. Korzystając z dobrej pogody, podziwiamy panoramę Beskidu Żywieckiego z Babią Górą i Pilskiem. Na horyzoncie wyłaniają się również tatrzańskie szczyty. Będąc na Baraniej Górze trzeba obowiązkowo wspiąć się po schodach na szczyt wieży widokowej. W nagrodę można rozkoszować się widokiem na inne szczyty Beskidu Śląskiego oraz Morawskiego, a przy sprzyjającej pogodzie można dojrzeć również Małą Fatrę, a nawet Jeseniki w Sudetach!

Mając jeszcze dużo czasu, korzystamy ze słonecznego dnia i decydujemy się maszerować dalej w kierunku Skrzycznego. Trzymamy się zielonych znaków. Po krótkim czasie z prawej strony dochodzi do nas czerwony szlak z Węgierskiej Górki (z biegu czasu musimy powiedzieć, że jest dużo ciekawszy i przyjemniejszy niż konkurencyjny, który my wybraliśmy).


Następnym szczytem na naszej drodze jest Malinowska Skała (1152 m n.p.m.). Natalia oczywiście musi się wdrapać na sam szczyt, czyli na skałę. Półka skalna o wymiarach 6 m x 14 m x 5 m jest zbudowana ze zlepieni kwarcu, granitu oraz skaleni i jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych symboli Beskidu Śląskiego. Ponadto, Natalia spotyka pieska, z którym się szybko zaprzyjaźnia:)
Dalej szlak jest bardzo przyjemny. Idzie się prawie po płaskim i można ciągle podziwiać wspaniałą panoramę, z jednej strony na Beskid Żywiecki, a z drugiej na Śląski. Na szczycie Skrzycznego robimy sobie małą przerwę w schronisku. Skrzyczne to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego (1257 m n.p.m.), dzięki czemu zalicza się go do Korony Gór Polski. Na szczycie nieprzerwanie od prawie 90 lat stoi schronisko turystyczne oraz 87- metrowa wieża telewizyjna, dzięki której Skrzyczne jest rozpoznawalne nawet z Górnego Śląska, czy z tatrzańskich szczytów.
Wybieramy najszybsze z możliwych zejść ze szczytu- wzdłuż kolejki, gdyż musimy jeszcze ze Szczyrku dostać się Bielska-Białej na pociąg, a na zegarku już 17! Schodząc ze Skrzycznego otwiera nam się fantastyczny widok na Jezioro Żywieckie i Beskid Mały z charakterystyczną Górą Żar.

Niestety w Szczyrku spotyka nas niemiła niespodzianka. Busy zupełnie nie trzymają się rozkładów jazdy i musimy liczyć na szczęście, że jakiś, kiedyś przyjedzie... Ostatecznie bus podjeżdża po kilkudziesięciu minutach. Na szczęście udaje nam się zdążyć na godzinę 21.00 na pociąg do Katowic, choć w pewnym momencie musieliśmy biec:) Dzień wykorzystaliśmy maksymalnie!
Najlepszy pomysł na randkę? Oczywiście, góry! Uwierzcie, że przez kilka godzin spędzonych razem, w różnych warunkach, można poznać się doskonale!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Maciek i Natalia w podróży , Blogger