Pogańskie wierzenia, czyli z wizytą na Ślęży!


Analizujemy, jakie szczyty nam zostały jeszcze do zdobycia, aby móc pochwalić się Koroną
Gór Polski. Nie weszliśmy jeszcze na kilka, które do niej należą, a jednym z nich była Ślęża.
Jakoś nigdy nam nie było po drodze, aby ją zdobywać, a ponadto odstraszały nas tłumy turystów,
którzy zazwyczaj oblegają tą nieodległą od Wrocławia górę.

Start: Sobótka
Cel: Ślęża
Odległość: 11,8 km
Czas wycieczki: styczeń 2019 r.

Jest piątek, pogoda w kratkę, więc uznajemy, że jest to idealny dzień aby udać się na podbój Ślęży.
Mimo, że prognoza pogody mówiła o przejaśnieniach to, gdy zmierzamy w kierunku Sobótki dopada
nas potężna śnieżyca. Na szczęście, kiedy parkujemy na parkingu już jest lepiej, chociaż promienie
słoneczne do nas nie docierają. Pakujemy do plecaków termosy, dodatkową odzież i chociaż w mieście
brak śniegu również raczki, przecież “lepiej nosić, jak się prosić”.

Przy "Mnichu"



W całym masywie Ślęży można spotkać pozostałości po pogańskim kulcie Słońca, jaki się na tych
terenach odbywał do XI w. n.e. Chociaż jak twierdzą historycy jeszcze na początku XX w. niektórzy
ludzi dalej pielęgnowali tradycje składania ofiar. Za przykład podają znalezione ugotowane ziemniaki
w garnku w 1934 r. w miejscowości Garncarsko, które ktoś złożył przy figurze Mnicha. Jest to
pierwsza rzeźba, którą oglądamy zmierzając z parkingu w kierunku Domu Turysty pod Wieżycą,
gdzie mieści się węzeł szlaków turystycznych. Trasa ta, to kilkaset metrów asfaltem do góry,
jednakże przez to, że przystanęliśmy na dłużej obok figury Mnicha, aby przeczytać jego historię,
ten odcinek zajął nam trochę więcej. Po prawej stronie mijamy las, który został tutaj posadzony
z inicjatywy przedstawicieli Magazynu Komputerowego.

Przy węźle szlaków wybieramy ten o kolorze czarnym. Ścieżka zamiast nas wznosić ku górze,
opada w dół i już wiemy, że będziemy musieli w pewnym momencie ostro podchodzić do góry.
Wędrując czarnym szlakiem, co rusz otwiera się nam zza drzew panorama na Jezioro Mietkowskie.
W pewnym momencie, gdy szlak znów idzie w dół, my decydujemy pójść na wprost, aby nie tracić
zbyt dużo wysokości. W ten sposób dochodzimy do niebieskiego szlaku, który wiedzie stromą ścieżką
do góry. Pojawia się coraz więcej śniegu i lodu, a także mnóstwo głazów narzutowych, z których
również słynie Ślęża.
Potężne głazy narzutowe przy niebieskim szlaku

Z owymi głazami wiąże się pewna legenda, według której Ślęża była areną zmagań aniołów
oraz diabłów. Zwyciężyły ci pierwsi, którzy zarzucili głazami miejsce, w którym było wejście do
piekieł. Głazów było na tyle dużo, że powstała góra- Ślęża.

Podziwiając wspomniane głazy musimy jednocześnie stąpać coraz uważniej po ziemi, a raczej
po lodzie, który ją pokrywa. Na szczęście w plecaku nosimy raczki przypominamy sobie o tym
w porę:)

Jeśli, ktoś jeszcze ma obawy, że raczki nie sprawdzają się w zimowych warunkach i zdecydowanie
lepiej kupić raki, to niech popatrzy na zdjęcia. Niewielka warstwa śniegu i lodu nie pozwoliłaby
aby normalne raki miały się w co wbić, raczki w tym przypadku są idealne.

Czy ich zakładanie jest problematyczne? Wszystko zależy od obuwia, które macie, jednak nasze
Chiruca Dynamic i Cares, które otrzymaliśmy w ramach Chiruca Expedition, mają na tyle twardą
podeszwę, że zakładanie jest proste, raczki nie spadają i trzymają się na nich naprawdę dobrze.



Tak wyposażeni sprzętowo już żwawiej wędrujemy na szczyt. Tym razem wyjątkowo nie
śpieszyliśmy się. Od wyjścia z samochodu mija ponad półtorej godziny, a więc wejście zajęło
nam nawet więcej niż mówią szlakowskazy.

Stajemy na szczycie Ślęży (718 m n.p.m.), zaliczamy kolejny szczyt należący do Korony Gór
Polski, ale to nie koniec atrakcji, jakie ma do zaoferowania ta góra. My swoje kroki kierujemy
najpierw ku wieży widokowej, zlokalizowanej trochę z boku szczytu. Uwaga! Przed wejściem
na wieże zdejmijcie swoje plecaki, gdyż z pewnością nie przejdziecie z nimi przez kolejne przejścia
prowadzące ku kolejnym poziomom. Problem niestety z przejściem mogą tutaj również mieć ludzie
otyli. Wieża służyła pierwotnie geodetom, a od 2016 r. jest udostępniona również dla turystów, którzy
mogą podziwiać panoramę na Dolny Śląsk z Wrocławiem, Masyw Śnieżnika, Karkonosze, Góry
Sowie. Nam pogoda pozwala tylko i jedynie na zobaczenie panoramy tych ostatnich. Na północ
majaczy natomiast zarys Jeziora Mietkowskiego. Zrywa się silny wiatr, więc zbyt długo tutaj nie
pozostajemy. Szybkie zdjęcia i zmierzamy ku kościołowi filialnemu Nawiedzenia Najświętszej
Maryi Panny.

Na wieży widokowej

Kościół na Ślęży- widok z wieży widokowej

Widok z wieży widokowej na Jezioro Mietkowskie

Przy wejściu na wieżę bywa ciasno

Powstał on w 1852 r. na zgliszczach starego drewnianego kościoła Augustianów, który został
spalony. Kościół niestety jest zamknięty i nie mamy możliwości wejścia na jego wieżę, ani zwiedzenia
podziemi, które kryją pozostałości po zamku zbudowanym w tym miejscu, przez Bolka II Małego.
Zamek stał na szczycie Ślęży do XV w. po czym popadł w ruinę i został rozebrany.

Kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

Kolejno kroki kierujemy ku kolejnej pogańskiej rzeźby jaką można spotkać w masywie Ślęży-
niedźwiedzia. Figura trochę ucierpiała przez lata, a to za sprawą średniowiecznych rytuałów
obrzucania jej kamieniami. Miało to zdaniem wiernych odkupić grzechy ich przodków.
Przy rzeźbie Niedźwiedzia


Będąc na szczycie warto również zwrócić uwagę na wzniesiony w 2000 r. Krzyż Milenijny,
a także potężny maszt telewizyjny, który sprawia, że Ślęża jest rozpoznawalna z kilkudziesięciu
kilometrów.
Krzyż Milenijny na szczycie Ślęży



Oczywiście będąc na szczycie musimy zaglądnąć do Domu Turysty im. Romana Zmorskiego,
który przebywając jeszcze w starym budynku, w 1848 r. wpisał się do pamiątkowej księgi gości.
Dzisiejszy budynek to zupełnie inny obiekt od starego, drewnianego. Powstał w 1902 r. i taki kształt
zachował do dnia dzisiejszego. Niestety ze względu na brak bieżącej wody nie udziela on noclegów,
a jedynie prowadzi działalność gastronomiczną.

Wariactwa przy schronisku

Po dłuższej przerwie, ruszamy czerwonym i żółtym szlakiem w dół. Raczki ciągle nam się
przydają. Po drodze zatrzymujemy się przy figurach: Panna z Rybą oraz Niedźwiedź. Figury są
dość mocno zniszczone, więc zostały umieszczone za ogrodzeniem, aby chronić je przed wandalami.

Panna z Rybą i Niedźwiedź przy czerwonym szlaku


Gdy dochodzimy do rozwidlenia szlaków, wybieramy ten o kolorze żółtym i postanawiamy
wspiąć się na Wieżycę (415 m n.p.m.). Na jej szczycie stoi 15- metrowa kamienna wieża Bismarcka.
Niestety również zamknięta… jest to jedna z ok. 250 tego typu budowli, które zostały wzniesione na
przełomie XIX i XX w. na cześć niemieckiego cesarza- Otto von Bismarcka. Z Wieżycy pozostaje
nam strome zejście do Sobótki.
Na szczycie Wieżycy

Zahaczamy po drodze jeszcze do Domu Turysty pod Wieżycą, gdzie wita nas piękny
bernardyn- Hektor. Kupujemy piwo z lokalnego browaru i tak zaopatrzeni wracamy do samochodu.
Poznaliśmy tylko część tajemnic jakie kryje w sobie Ślęża. Zdajemy sobie sprawę, że jeszcze wiele
mamy do odkrycia, gdy przyjdzie nam po raz kolejny wędrować po jej masywie.

Dom Turysty po Wieżycą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Maciek i Natalia w podróży , Blogger