Borówkowa Góra z Horni Hostice [Relacja z wycieczki]


Prognozy wskazywały na piękną, słoneczną niedzielę. Po przebudzeniu, gdy wyjrzeliśmy za okno, okolicę spowijała mgła, a nam ciężko było w wolny dzień zebrać się na jakiś dłuższy wypad w góry. Długo się zastanawialiśmy, czy ruszyć na rowery, czy jednak pozostać wiernymi butom trekkingowym. Wygrała druga opcja. Po leniwym poranku, wyjeżdżamy z domu dopiero po 11. Za cel obieramy Borówkową Górę- szczyt wznoszący się na wysokość 900 m n.p.m. w Górach Złotych. Byliśmy już na tym szczycie wcześniej, jednak tym razem postanowiliśmy zdobyć go od strony czeskiej, a konkretnie z Horni Hostic. 




Wieś wygląda jakby była położona na "końcu świata". Wcina się doliną w masyw Borówkowej Góry. Samochód zostawiamy na małym parkingu tuż przed zakazem wjazdu do lasu. Parking chociaż mały to nikt tutaj nie powinien mieć problemów aby zaparkować swoje auto. Po prostu jest to miejsce tak niepopularne wśród turystów, że przygotowane miejsce na kilka aut jest zdecydowanie wystarczające. Od razu wchodzimy do pięknego bukowego lasu. Wędrujemy za żółtymi znakami szlaku, który co rusz przecina potok płynący z góry. 




Po okołu 40 minutach takiej wędrówki trafiamy do rozwidleniu szlaków. My odbijamy w bok, aby wdrapać się na Vysoki Kamen- skalny szczyt, z którego rozpościera się panorama na pozostałe wierzchołki Rychlebskich Hor, Przedgórze Paczkowskie, a także na Jeseniki- niestety tego ostatniego osobiście nie doświadczamy. Schodzimy z powrotem do rozwidlenia, gdzie żółty szlak zamieniamy na czerwony, który zaprowadzi nas wprost na szczyt Borówkowej. 


Szczyt Vysoky Kamen




Idzie się bardzo przyjemnie. Cisza, spokój i śpiew ptaków, a temperatura podskakuje do 15 stopni! Wiosna przybyła także w góry! Pierwszych turystów na szlaku  spotykamy dopiero na przełęczy pod Bilou Skalą. Wyglądają jakby się zagubili tutaj schodząc ze szczytu Borówkowej i szybko kierują swoje kroki w stronę polskiej granicy. Nam pozostaje już tylko kilkanaście minut podejścia do góry. 


U stóp wieży widokowej stajemy po niecałej 1,5 h od wyjścia z samochodu. Na górze jest całkiem sporo ludzi. Z pewnością przyszli tutaj głównie z Przełęczy Lądeckiej oraz z Przełęczy Różaniec, skąd prowadzą dwa najkrótsze szlaki na Borówkową. Na szczycie znajduje się wieża widokowa, wzniesiona w tym miejscu w 2006 r. Co ciekawe jest to już czwarta wieża wybudowana na Borówkowej. Góra ta słynie również ze spotkań polskich oraz czeskich opozycjonistów w latach 80. XX w. Na szczycie rozmowy prowadzili, m.in. Jacek Kuroń, Józef Pionior i Peter Uhl. Te wydarzenia są upamiętnione przez liczne tablice, które się tutaj znajdują. 



Na początek planujemy przygotować sobie kiełbaski. I tu pojawiają się schodki. Próbujemy rozpalić grilla znajdującego się pod wiatą, jednak bez rozpałki ta sztuka się nam nie udaje. Może byłoby łatwiej, gdyby Natka zabrała zapalniczkę, która nie wyczerpie się po minucie. Wzniecenie ognia tego dnia nam nie wyszło. Na szczęście moja kobieta wpadła na pomysł nazbierania większej ilości suchych gałęzi i z takim wkładem własnym zasiedlismy do rodzinki z dziećmi, którym rozpalenie ogniska poszło lepiej niż nam. Bez scyzoryka też sobie poradziła. Spryciula tak połamała dłuższe patyki, że idealnie nadawały się na kije do kiełbasy. Tym sposobem mogliśmy się cieszyć obiadkiem w postaci kiełbasek prosto z ogniska- czego chcieć więcej:))) P.S. Haha ale muszę Wam powiedzieć, że talerzyki i widelce spakowała. Z taką kobietą można żyć do końca świata i jeden dzień dłużej ;D



Po zjedzeniu wszystkiego, co przynieśliśmy ze sobą postanawiamy wejść na wieżę widokową. Z jej szczytu przy dobrej widoczności można oglądać naprawdę wspaniałą i rozległą panoramę. My musieliśmy się zadowolić najbliższymi szczytami Gór Złotych z Jawornikiem Wielkim w roli głównej. Gdzieś w oddali zza chmur próbował wyjawić się również Masyw Śnieżnika. 

Widok na Jawornik Wielki

W stronę Przedgórza Paczkowskiego

I spojrzenie na Masyw Śnieżnika




Po kilkunastu minutach schodzimy na dół i tym samym szlakiem kierujemy się do Horni Hostice. Po niecałej godzinie jesteśmy znów przy samochodzie. Auto nadal stoi samo na tym "Końcu Świata", a schodząc w dół znów nie spotkaliśmy żadnego turysty- po prostu raj dla "odludków" czyli dla nas ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Maciek i Natalia w podróży , Blogger