Małe Pieniny- spacer głównym grzbietem


Pobudka godzina 7 rano… za oknem ulewa… Idziemy dalej spać…. Pobudka 8 rano…. za oknem
śnieżyca…. Idziemy dalej spać…. pobudka 9 rano…. za oknem piękny zimowy krajobraz! No w
końcu możemy wstawać!

Start: Jaworki
Cel: Durbaszka, Wysoki Wierch
Odległość: 15,4 km
Link do śladu GPS: https://www.traseo.pl/trasa/glownym-grzbietem-malych-pienin

W planach mamy przejście głównego grzbietu Małych Pienin, który poprowadzi nas od Jaworek do
samego podnóża Sokolicy w Pieninach Właściwych. Jakoś w głowie zakodowało mi się, że bus do
Jaworek odjeżdża o 10.30, dlatego nastawiamy się by nim dojechać do tej uroczej wioski położonej na
granicy Pienin 8 Beskidu Sądeckiego. Docieramy na przystanek, a tak niespodzianka- bus odjeżdża
dopiero o 10.55. N. z nudów wyciąga mapę i spogląda na trasę dzisiejszej wycieczki. W gęstwinie
szlaków zauważa, że na Durbaszkę (942 m n.p.m.)- nasz pierwszy dzisiejszy cel prowadzi
bezskładkową droga dojazdowa. Cieszymy się z tego faktu, bo nie musimy dreptać przez Wysoką,
a że nasypało trochę śniegu to mogło by to być trochę męczące.




Docieramy do parkingu przy Wąwozie Homole i stamtąd w 45 minut docieramy do Schroniska pod
Durbaszką. W międzyczasie podziwiamy formy skalne, jakie otaczają naszą ścieżkę. Poza tym
otwiera się wspaniała panorama na Jaworki i Szlachtową ze Szczawnicą. Do schroniska droga jest
ubita, idzie się bardzo dobrze. Dopiero potem zaczynają się „schody”. Mocny wiatr plus świeży opad
śniegu oznacza trudności w znalezieniu właściwej ścieżki. Pełzniemy powoli, niejednokrotnie
zapadając się po kolana w zaspach śniegowych. Po kilkunastu minutach, które ciągnęły się nam
bardzoooo długoooo w końcu docieramy do szlaku niebieskiego.



Sytuacja tutaj jest trochę lepsza. Mniej więcej jest zaznaczona ścieżka, którą wiedzie szlak, lecz wiatr
nam przez cały czas skwapliwie dokucza. Powoli dochodzimy do rozwidlenia szlaków. W lewo odbicie
wiedzie na Wysoki Wierch (898 m n.p.m.). Nie sprawdzając na mapę prowadzę N. jego kierunku.
Widać, że nikt tędy jeszcze nikt nie szedł… Idziemy po świeżym śniegu i docieramy na szczyt po 10
minutach. Było warto! Panorama jaka się z niego rozciąga jest wspaniała i to pomimo złych warunków
atmosferycznych na jakie natrafiliśmy. Jak na dłoni widać Durbaszkę, pasmo Radziejowem, Przehybę,
a także Śpisz i Pieniny Właściwe z górującymi Trzema Koronami. Do pełni szczęścia brakuje nam
tylko panoramy Tatrzańskiej. Tym razem spoglądamy na mapę. Gdybyśmy poszli wzdłuż granicy to
przez szczyt Rabsztyna doszlibyśmy do żółtego szlaku do Szlachtowej… Jednak z uwagi na ciężkie
warunki rezygnujemy z tego pomysłu i jak się później okazuje była to bardzo dobra decyzja, bo
Rabsztyn od strony północnej ma bardzo strome zbocza, po których zejście byłoby nielada
wyzwaniem.




Wracamy do rozwidlenia szlaków. Wędrujemy teraz niebieskim i żółtym szlakiem. N. co chwilę
zatrzymuje się aby pstryknąć kolejne zdjęcie. Widoki są zacne! Dywagujemy jak tu musi być pięknie
wiosną, gdy wszystko zrobi się zielone, a pastwiska pokryte zostaną dywanem kolorowych kwiatów!
Może kiedyś przyjdzie nam to sprawdzić osobiście.



Szlak żółty skręca w prawo na Szlachtową, a my za żółtymi znakami idziemy w, kierunku Łaźnych
Skał (770 m n.p.m.) których potężna południowa ściana prezentuje się nam już z daleka. W między
czasie wkraczamy do lasu, co sprawia, że możemy chociaż przez chwilę odpocząć od silnego wiatru,
który cały czas nam towarzyszy. Dzięki takim silnym powiewom mamy jednak co raz to lepsza
widoczność. W najbliższej okolicy towarzyszy nam Jarmuta, a dalej pięknie prezentują się Gorce z
Lubaniem w roli głównej.


Wejście na Łaźną Skalę okazało się prosty, przedsięwzieciem. Schodzimy z niej w pobliże stoku
narciarskiego. Liczne grono fanów dwóch desek dojeżdża tutaj z centrum Szczawnicy. Po zboczach
Palenicy, Łaźnej Skały i kolejnego naszego szczytu- Szafranówki, szusują narciarze i snowboardziści.
Przed nami strome podejście na Szafranówkę (742 m n.p.m.). Szczyt można obejść, ale my twardo
trzymamy się niebieskich szlakowskazów. Strome podejście, a na szczycie za dużo atrakcji nie ma…
Emocji dostarcza nam za to zejście. Jest stromo, jest ślisko, ale niestety pokrywa lodu jest na tyle
niewielka, że raczki bardziej obijałyby się o wystające kamienie, dlatego nadal pozostają w naszym
plecaku, a my powolutku schodzimy w dół. Gdybyśmy wiedzieli to pewnie obeszlibyśmy owy szczyt
bokiem, a tak dopisujemy go swoim górskim CV!




Spod Szafranówki mamy dwie opcje trasy do wyboru. W lewo żółtym szlakiem można dojść do
słowackiej Leśnicy, a na wprost do Schroniska PTTK Orlica. Wybieramy opcję numer dwa. Zejście
wiedzie po stromych schodach wzdłuż granicy Pienińskiego Parku Narodowego. Tym razem raczki
okazuje się niezbędne. 20 minut i meldujemy się pod schroniskiem. Dwa razy czytamy tabliczkę nad
drzwiami wejściowymi, bo bardziej przypomina ono hotel niż noclegownię dla turystów…
Wchodzimy do środka. Rzeczywiście czujemy się jak w restauracji, górskiego klimatu po prostu
brakuje temu miejscu. Nie zabawiały tutaj długo, tylko schodzimy do Drogi Pienińskiej i wzdłuż
Dunajca podążamy do centrum Szczawnicy. Zwiedzamy jej część zdrojową, a na obiad po raz kolejny
wybieramy restaurację „pod Siekierami”. Tym razem „na patelni”, a raczej w wazie zupa grochowa,
pycha!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Maciek i Natalia w podróży , Blogger